Dlaczego dobrzy marketingowcy chcą edukować swoich klientów? Dlaczego pracownicy działów HR chcą edukować pracowników w swojej firmie? Pytanie wydaje się retoryczne. Dla zysku. Zysk może być przy tym rozumiany w różny sposób.

Marketingowiec = profesor

Działania marketingowca łatwo uzasadnić: klient wyedukowany lepiej rozumie produkt czy usługę, którą oferujemy. A lepsze zrozumienie to oczywiście nie tylko większa szansa na to, że klient skorzysta z oferty, ale także mniej pytań na etapie zakupu i skrócenie procesu sprzedaży. Klient wyedukowany będzie pamiętał, gdzie zdobył cenną wiedzę, gdzie znalazł rozwiązanie swoich problemów. Jeżeli był zadowolony z usługi czy produktu, będzie bardziej lojalny. Będzie przekonany, że pozyskał niezbędną wiedzę od godnego zaufania eksperta.

Żeby nie być gołosłownym, wystarczy wskazać, co robią dobrzy marketingowcy. Tysiące firmowych blogów, które edukują, setki tysięcy egzemplarzy pism branżowych i publikacji typu „custom publishing”. Dodajmy do tego edukacyjne e-booki, eksperckie publikacje prasowe, darmowe lekcje w mailingach czy tutoriale wideo, a uzyskamy obraz marketingowca – edukatora, marketingowca – mentora, marketingowca – profesora. Drogi marketingowcu, chciałbym, żebyś zapamiętał ten obraz.

HR-owiec = rektor

W przypadku pracowników działu HR temat edukacji wydaje się jeszcze bardziej oczywisty. Mądry pracownik to skarb. Dziesiątki kosztownych szkoleń podnoszących kwalifikacje zawodowe i kształcących kompetencje miękkie przekładają się na wyższą efektywność jednostek i lepszą pracę zespołów. Programy rozwojowe to sposób na budowanie lojalności oraz… wspaniały motywator pozapłacowy. To ważne – zwłaszcza dzisiaj, kiedy to pracownik jest „królem” na rynku pracy. Pracownicy działów HR wiedzą o tym i edukują, często zaczynając już na etapie rekrutacji. Można pokusić się o przypisanie HR-owcowi funkcji rektora uczelni, dbającego o zapewnienie najlepszych trenerów, narzędzi i metod. To od jego wyboru zależy, czy pracownik coś zyska czy też wyjdzie za szkolenia znudzony i z poczuciem straconego czasu. Drogi HR-owcu – rektorze, chciałbym, żebyś poczuł, jaka odpowiedzialność na Tobie ciąży.

Wszyscy edukują, jak „umią” 😉

Celem pierwszego artykułu z cyklu ma być tylko (lub aż) uświadomienie, jak ważna jest edukacja w działaniach firm. Dobra edukacja wymaga oczywiście doskonałych treści i niebanalnych narzędzi (o kilku popularnych wspomniałem powyżej). Niestety, niektórzy wciąż tkwią w błędnym przekonaniu, że kolejny gadżet z logo firmy pomoże w pozytywnym zapamiętaniu firmy. Te czasy już minęły. Kubek, smycz, długopis czy koszulka nie są już narzędziami, którymi można się wyróżnić. Powiem więcej – zwykłe gadżety potrafią skutecznie zirytować. Co kilka tygodni widzę sfrustrowaną twarz mojej żony, która dostała „w prezencie” od firmy kosmetycznej kolejny gadżet, który wyląduje w koszu.

Świat przyspieszył. Co było skuteczne jeszcze 15 lat temu, teraz jest często wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Dlaczego zatem tak wiele firm nadal to robi? Potencjalna odpowiedź jest całkiem banalna – brak pomysłu, lenistwo, wygoda, „bo inni tak robią”. Częściowo na to pytanie odpowiada Piotr Bucki w krótkim wideo dotyczącym błędów poznawczych:

W kolejnym artykule będę oczywiście również edukował. Opiszę dwa narzędzia za kilka złotych, które mają walor edukacyjny i mogą być szeroko stosowane w działaniach różnych branż. Ale o tym już za tydzień…

Sławomir Kuchta
Współwłaściciel i dyrektor marketingu w Wydawnictwie Cztery Głowy (www.fiszki.pl).